Ten, który poszedł
“Jak wam się wydaje? Pewien człowiek miał dwóch synów. Podszedł do pierwszego i powiedział: Synu, idź, pracuj dziś w mojej winnicy. Ale on odpowiedział: Nie chcę. Lecz potem odczuł żal i poszedł. Podszedł do drugiego i powiedział to samo. On zaś odpowiedział: Idę, panie. Ale nie poszedł. Który z tych dwóch wypełnił wolę ojca? Odpowiedzieli mu: Ten pierwszy. Jezus im powiedział: Zaprawdę powiadam wam, że celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa Bożego.”
— Mateusza 21,28-31 (UBG)
Rzecz dzieje się w Jerozolimie, na dziedzińcu świątyni, kilka dni przed śmiercią Jezusa. Słuchają arcykapłani, którzy zarządzali świątynią, i starsi ludu, czyli świecka starszyzna narodu. Dzień wcześniej wywrócił tam stoły handlarzy, przenocował w Betanii i wrócił rano. Dopiero wtedy podeszli z pytaniem, kto dał mu prawo tak postępować. Najpierw odpowiada pytaniem o chrzest Jana, potem opowiada krótką historię i każe im wydać wyrok. Drugi z braci mówi do ojca "panie", zwrotem oficjalnym i pełnym szacunku. Odmowa wprost wobec ojca była wtedy czymś bardzo ostrym. Praca w winnicy zajmowała cały dzień i nie była chwilową przysługą. Celnicy z ostatniego zdania ściągali cła i opłaty dla władzy, a ludzie uważali ich za nieuczciwych. Zaraz potem Jezus mówi, że celnicy i nierządnice uwierzyli Janowi, a słuchacze nawet wtedy nie odczuli żalu: to samo słowo pada wcześniej o pierwszym synu. Liczy się nie pierwsza odpowiedź, tylko to, czy w końcu poszedłeś.
Kiedy ktoś cię o coś prosi, najłatwiej powiedzieć tak, bo to kończy rozmowę i nikogo nie rozczarowuje. Bywa też odwrotnie: rzucasz nie, bo jesteś zmęczony albo urażony, a potem gryzie cię to cały dzień. Jeden odmówił koledze pomocy przy przeprowadzce i do dziś jest mu głupio. Drugi nie poszedł na urodziny, na które go zapraszano. Trzecia powiedziała mamie przez telefon, że nie ma dziś czasu, i rozłączyła się szybciej, niż chciała. Jezus opowiedział o synu, który najpierw odmówił, a potem zmienił zdanie i poszedł, i to on spełnił wolę ojca. Twoje nie też nie musi być ostatnim słowem.
Wróć do swojego nie
- 1Przypomnij sobie jedno nie, którym ostatnio komuś odmówiłeś przyjścia: na urodziny, w odwiedziny, do pomocy na miejscu. Napisz dziś do tej osoby: zmieniłem zdanie, przyjdę, i podaj dzień w tym tygodniu. Jeśli mieszka za daleko, zadzwoń i zostań przy telefonie tak długo, jak ona zechce.
- 2Gdy żadne takie nie przychodzi ci do głowy, odpowiadaj dziś na każdą prośbę tylko na dwa sposoby: tak, z konkretnym terminem, albo uczciwe nie. Bez wymijającego „zobaczę” i „jakoś to ogarnę”.
Boże, wiem, ile razy odmówiłem z wygody, ze zmęczenia albo z urazy. Wiem też, ile razy mówiłem tak i nic z tego nie wyszło. Pokaż mi dziś jedno moje nie, do którego mam wrócić. Daj mi odwagę powiedzieć: zmieniłem zdanie. Chcę, żeby moje słowa i moje czyny znaczyły to samo. Amen.
Wracam do jednego swojego nie i zamieniam je w czyn albo konkretny termin.
Gdzie i kiedy Jezus opowiada tę historię?
W Jerozolimie, na dziedzińcu świątyni, kilka dni przed swoją śmiercią. Dzień wcześniej wywrócił tam stoły handlarzy, przenocował w Betanii i wrócił rano. Wtedy podeszli arcykapłani i starsi ludu z pytaniem, kto dał mu prawo tak postępować.
Dlaczego drugi syn wypada gorzej, skoro nikogo nie obraził?
Bo odpowiedział grzecznie i na tym poprzestał. Zwrócił się do ojca słowem oficjalnym i pełnym szacunku. Ojcu potrzebny był jednak cały dzień pracy w winnicy, a nie potwierdzenie.
Co konkretnie mam z tym zrobić dzisiaj?
Wrócić do jednego swojego nie, powiedzianego ostatnio komuś, kto prosił o pomoc, i powiedzieć: zmieniłem zdanie. Potem zrobić to, o co prosił, albo podać konkretny dzień. Tak zrobił pierwszy syn.