Rany, których nie ukrył
“A Tomasz, jeden z dwunastu, zwany Didymos, nie był z nimi, gdy przyszedł Jezus. I powiedzieli mu inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. Lecz on powiedział do nich: Jeśli nie zobaczę na jego rękach śladów gwoździ i nie włożę mego palca w ślady gwoździ, i nie włożę mojej ręki w jego bok, nie uwierzę. A po ośmiu dniach jego uczniowie znowu byli w domu, a Tomasz z nimi. I przyszedł Jezus, gdy drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i powiedział: Pokój wam. Potem powiedział do Tomasza: Włóż tu swój palec i obejrzyj moje ręce, wyciągnij swoją rękę i włóż ją w mój bok, a nie bądź bez wiary, ale wierz. Wtedy Tomasz mu odpowiedział: Mój Pan i mój Bóg!”
— Jana 20,24-28 (UBG)
Didymos to nie drugie imię, tylko to samo słowo po grecku: bliźniak. Jan w wielu miejscach tłumaczy takie wyrazy czytelnikowi, który nie znał tamtejszego języka. Ten sam uczeń namawiał kiedyś pozostałych, żeby poszli z Nauczycielem na śmierć. Trudno więc nazwać go ostrożnym albo chłodnym. Wielu czekało wtedy na powstanie umarłych dopiero na koniec historii, naraz dla wszystkich. Jeden żywy człowiek w środku zwykłego tygodnia nie mieścił się w tych oczekiwaniach. Kilka wersetów wcześniej widać, czemu siedzieli za zamkniętymi drzwiami: ze strachu. Dni liczono razem z pierwszym i ostatnim, więc znów był pierwszy dzień tygodnia. O tym, gdzie ten uczeń był pierwszego wieczoru, księga milczy. Rana w boku nie pochodziła z przybicia; zadano ją włócznią już po śmierci. Tekst nie zapisuje, żeby ostatecznie czegokolwiek dotknął. Wątpiący wrócił do swoich, zanim był pewny, i tam Jezus pokazał mu rany.
Jest takie pytanie, którego nie mówisz na głos. Przy ludziach kiwasz głową, a w domu chowasz je jeszcze głębiej, bo nie ma komu je zadać. Może chodzi o modlitwę odmówioną w biegu, po której nic się nie zmieniło. A może o wiarę, o której nie masz kiedy pomyśleć, bo od rana ciągniesz zmianę. A może dawno nie byłeś w kościele, bo z takim pytaniem jakoś nie wypada przyjść. Wątpiący z tego tekstu wrócił do swoich, zanim był pewny, i właśnie tam Jezus pokazał mu rany. Nie musisz najpierw rozwiązać pytania, żeby przyjść.
Przyjdź z pytaniem
- 1Dziś jest niedziela, ten sam dzień tygodnia co w tym tekście. Idź na mszę albo nabożeństwo razem z pytaniem, na które nie masz odpowiedzi, i nie czekaj z tym, aż będziesz pewny. Nie musisz z nikim o nim rozmawiać, wystarczy, że przyjdziesz i zostaniesz do końca.
- 2Gdy nie możesz dziś wyjść z domu, włącz transmisję mszy albo nabożeństwa na żywo i zostań przy niej do końca. A jeśli dziś już nie zdążysz, wejdź w tym tygodniu na dziesięć minut do otwartego kościoła po drodze.
Panie Jezu, mam w sobie pytanie, którego nie mówię na głos. Nie chcę udawać przed Tobą, że wszystko mi się zgadza. Przychodzę dziś do Twoich ludzi taki, jaki jestem, razem z tym, czego nie rozumiem. Zrób mi miejsce wśród Twoich ludzi, razem z moim pytaniem. Amen.
Idę dziś do wspólnoty z moim pytaniem, nie czekając, aż wszystko się wyjaśni.
Co znaczy imię Didymos?
Po grecku znaczy bliźniak, tak samo jak aramejskie imię Tomasz. Jan podaje obie formy, bo w wielu miejscach swojej księgi tłumaczy takie wyrazy czytelnikowi, który nie znał tamtejszego języka.
Czy Tomasz w końcu dotknął ran?
Tekst tego nie zapisuje. Opis kończy się jego wyznaniem, a nie badaniem śladów.
Ile czasu minęło między jednym a drugim spotkaniem?
Dokładnie tydzień. W tamtym rachunku wliczano dzień pierwszy i ostatni, więc osiem dni oznacza ten sam dzień tygodnia: znów pierwszy dzień tygodnia, czyli niedzielę.