Ja jestem, teraz
“I powiedział jej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, będzie żył.”
— Jana 11,25 (UBG)
Marta właśnie powiedziała, że jej brat powstanie w dniu ostatecznym. To była poprawna nauka i marne pocieszenie cztery dni po pogrzebie. Jezus nie mówił o dacie, tylko o sobie: Ja jestem, teraz, stoję przed tobą. Dwa wersety dalej sam płacze. Nie wymaga od nikogo, żeby przestał się smucić.
Nie chodzi o to, żeby przestać się smucić. Jezus obiecał życie po śmierci, a w tej samej rozmowie zapłakał. W jednej rozmowie zmieściła się obietnica i szczery płacz. Tobie też wolno dziś wierzyć i płakać.
Przenieś to do teraz
- 1Nazwij jedną rzecz, którą zepchnąłeś na 'kiedyś', bo teraz za bardzo boli.
- 2Powiedz to Bogu w czasie teraźniejszym: 'To boli dzisiaj, a Ty jesteś tu dzisiaj.'
- 3Zapytaj kogoś, kto przeżywa stratę, jak się ma, i nie próbuj tego naprawiać.
Jezu, bądź tu dzisiaj, nie kiedyś. Dziś boli.
Mogę dziś wierzyć i płakać.
Co Marta właśnie powiedziała?
Że jej brat powstanie w dniu ostatecznym. Jej teologia była poprawna, ale to odległa pociecha, gdy stoi się przy grobie.
Dlaczego Jezus mówi 'Ja jestem', a nie 'Ja będę'?
Przenosi nadzieję z przyszłego wydarzenia na własną obecność. Zmartwychwstanie to nie tylko data, lecz Ktoś, kto stoi obok.
Dlaczego Jezus płacze, skoro wie, co zaraz zrobi?
Tekst tego nie tłumaczy. Smuci się z nimi, choć zna zakończenie, więc pociecha i żal nie są tu przeciwieństwami.